Praca za granicą

Dla osób zainteresowanych pracą poza krajem:

Jedna odpowiedź do “Praca za granicą”

  1. pracazagranica mówi:

    W Irlandii najtrudniejszy jest pierwszy miesiąc

    Irena Suchecka jest doradcą w dublińskim biurze Emigrant Advice, organizacji działającej w Irlandii i utrzymującej bliskie kontakty ze społecznością polską. EA oferuje darmowe i poufne porady dla Polaków w Irlandii

    Wielu Polaków korzysta z Pani rad?

    - Mniej więcej dziesięć osób dziennie. Pamiętając, że Polacy są największą mniejszością narodową w Irlandii (ok. 140 tys.), to może się wydawać mało. Z drugiej strony prawie każdy zwraca się do nas z ważną sprawą.

    Przykład?

    - Najczęściej pytają, gdzie znaleźć pracę. Główny problem Polaków to niewiedza, że poszukiwanie pracy w Irlandii trwa długo – najmniej miesiąc. Tyle czasu zwykle upływa od momentu wręczenia pierwszego CV do odbycia rozmowy kwalifikacyjnej czy pierwszego zatrudnienia. A pieniądze zabrane z domu szybko się kończą. Przyjaciele i znajomi, u których mieszkają, często chcieliby się tych ludzi pozbyć z domu. Dlatego Polacy zwykle po tym miesiącu biorą pierwszą lepszą pracę i dopiero potem szukają czegoś na miarę własnych oczekiwań i kwalifikacji.

    To ile pieniędzy powinno się wziąć z Polski na początek?

    - To zależy od tego, gdzie mamy mieszkać i w jakich warunkach chcemy żyć. Żeby przeżyć miesiąc, który poświęcimy na szukanie pracy, trzeba mieć ze sobą ok. tysiąca euro.

    Co sprawia Polakom w Dublinie największą trudność?

    - Język. Podziwiam osoby, które jadą do Irlandii, nie znając angielskiego. Muszą być ogromnie zdeterminowane. Owszem, w urzędach pracy Irlandczycy zatrudniają coraz więcej Polaków, którzy obsługują rodaków. Ale już w placówkach Social Welfare, zajmujących się świadczeniami socjalnymi, nikt nie mówi po polsku. Gdy przychodzi cudzoziemiec i próbuje załatwiać coś łamaną angielszczyzną albo w ogóle nie rozumie, co się do niego mówi, i nie potrafi wypełnić podstawowego formularza, wtedy irlandzcy urzędnicy zaczynają się denerwować. To peszy i stresuje, a przecież ludzie, którzy tam przychodzą, są w trudnej sytuacji, potrzebują pomocy. Słabo znający język mają też kłopoty z załatwieniem czegokolwiek przez telefon – irlandzki akcent jest bardzo trudny do zrozumienia. Nie mówiąc już o takich sytuacjach losowych jak wypadek – trzeba wezwać pogotowie, opisać objawy, podać adres.

    Polacy wciąż tu pracują na czarno?

    - Bardzo często, bo taką pracę najłatwiej znaleźć. I jak ktoś nie ma czasu szukać, kończą mu się pieniądze, decyduje się na to. Inna sprawa, że Polacy często nie znają swoich praw w Irlandii.

    Pracodawcy ich wykorzystują?

    - To dość powszechne zjawisko. Zaniża się stawki, nie płaci podatków czy ubezpieczeń. Tych, którzy nie znają języka, traktuje się, jakby nie mieli żadnych kwalifikacji. Na szczęście pracownicy coraz częściej walczą o swoje. My im mówimy, jak i do kogo napisać skargę itp. Z drugiej strony czasem lepiej nie przesadzać z tą walką. Często dzwonią do poprzednich pracodawców po referencje. Opinia niewygodnego pracownika może się długo ciągnąć za kimś. Zdarza się też, że najpierw Polacy świadomie godzą się na nieuczciwe warunki pracy, a potem nagle zmieniają zdanie.

    Przecież zawsze Polak może pomóc Polakowi…

    - Wykorzystywanie Polaków przez Polaków najbardziej mnie szokuje. Młodzi i wykształceni zakładają własne firmy i zatrudniają na czarno biedniejszych i słabiej wykwalifikowanych, zmuszają do pracy prawie za darmo, każą pracować po 12 godzin itd. Albo udają pośredników – sami są zatrudnieni u jakiegoś pracodawcy irlandzkiego i podnajmują sobie na czarno innych Polaków. Oczywiście nigdy im nie płacą i praktycznie są nie do namierzenia.

    Taka oszukana osoba ma jakieś szanse?

    - Zależy, czy ma znajomych, rodzinę w Dublinie, czy ma za co wrócić, czy udaje jej się znaleźć następną pracę. Najgorzej jest z bezdomnymi. Podobno w Dublinie jest ok. 600 Polaków, którzy nie mają gdzie mieszkać. Okupują opuszczone hale fabryczne, stare budynki itp. Raz dostaliśmy zgłoszenie od irlandzkiej rodziny, która znalazła Polaków śpiących w ich garażu. Dla tych osób to prawdziwy dramat, bo w Polsce nie byli wcale bezdomni. A w Irlandii zdarzyło się, że pracodawca im nic nie zapłacił albo że wszystko wysyłali do Polski, sobie zostawiali minimum i nagle stracili zatrudnienie. Wstydzą się o tym powiedzieć rodzinie, przyjaciołom, poprosić o pomoc.

    Jak jest między Polakami i Irlandczykami?

    - Raczej się lubimy. Irlandczycy są zadowoleni z polskich pracowników, piszą, że wyznajemy “etos ciężkiej pracy i niewiele narzekań”. Polacy czasem narzekają, że Irlandczycy są zbyt powolni, za to często uśmiechają się i są zrelaksowani. Życie płynie tam wolniej, obowiązuje rozkład dnia “nine to five” (od dziewiątej do piątej) i nie zostaje się w pracy ani chwili dłużej. W porównaniu z Polską tu żyje się na większym luzie, m.in. dlatego, że choć ludzie nie zarabiają koksów, to stać ich na wiele. Jeśli chodzi o integrację Polaków, to paradoksalnie przeszkodą może być tu coraz większa ilość polskich imprez, pubów, restauracji, osiedli i sklepów. Gdy taki nowo przybyły do Dublina Polak od razu może się zanurzyć w polskim środowisku, to jak ma się integrować z Irlandczykami?

Dodaj komentarz